Ludzie gorzknieją, a ja się kurwa trochę boję.

przez , 01.lut.2016, w Bez kategorii

12650575_1645511112377341_1830001453_n
Ludzie gorzknieją coraz częściej.
Otwarte operacje na sercu, posiniaczone pośladki, twarz spowita życiowym trudem. Rozczłonkowane ciało, nogi, które nie wiedza dokąd iść i ręce, które chwytają się nadziei…ale ona już dawno nie żyje.
Ile w życiu można znieść ciosów, psychicznych otarć i gówna rzucanego pod same nogi. Ile można udźwignąć cierpienia, ile rozliczyć strat, ile razy trzeba pogodzić się z życiem, wystawiając rachunek sumienia, by potem upaść gdzieś koło domowego fotela, rzygając.
Ludzie gorzknieją, a ja się kurwa trochę boję.
Ja też zgorzknieje. Czuje to lewym palcem u dużej stopy. Serce nie tyka, boli momentami, a wtedy ciskam łzami w samą siebie.
Poczucie winy? Ogromne Eldorado stłumionych emocji, bo znowu mi nie wyszło. Nie komuś mi, bo przecież mogłam więcej od siebie wymagać.
Jestem już zmęczona. Życiem, oddechem, kapiącymi w poprzek na ujebany chodnik uczuciami.
Jebie mnie już to wszystko, więc znowu utopię swoje serce. Wyrwę z piersi rzucając w rzekę nienawiści…kamienie przecież szybko spadają na dno.
Siedzę przed Wami w poczuciu bezradności, rozebrana wewnętrznie, jak zawsze kiedy umiera optymizm. Szczęście schowane pod paznokciami wydłubałam pilniczkiem i spuściłam w ubikacji razem z szarym papierem, którym podcieram sobie tyłek. Ot tak dla podkreślenia sytuacji.
Nie dogonię już nadziei, nie przywalę w nos losowi i nie będę walczyć, już nigdy więcej nie będę walczyć.
Zatańczę i upiję się. Zawyje niemym krzykiem, oglądając stare zdjęcia z niewywołanej kliszy i poddam się szaleństwu z ręką w majtkach.
Codziennie na świecie ginie miłość. Ktoś rozwala namiętności i wnętrza niewinnych osób z czystej hipokryzji albo własnego wyboru.
Codziennie na świecie ktoś kradnie komuś serce z nudy, czystej zwierzęcej ciekawości.
Codziennie na świecie ktoś zamienia się w życiową dziwkę, którą przekupuje się tanim winem i papierosami.
Codziennie na świecie ktoś robi komuś przykrość, sprowadzając go na drogę pełną zgorzknienia.
Codziennie na świecie ktoś topi swoje serce w marnej ułudzie, że może jeszcze kiedyś wypłynie na wierzch…
3 komentarze :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sufitowe Loliwood

przez , 29.sty.2016, w Bez kategorii

11880368_856829767736199_3787408370507576105_nMalutka stokrotka rośnie na trawce, Lola się upiła i pali trawkę!

Piątki są przygnębiające. Czuję się czwartkowa, z nogami jeszcze przy środzie, głową zahaczając o wtorek! Moralnie tkwię gdzieś przy poniedziałku, z oczami utkwionymi w sobotę. Niedzielo przybywaj!

Postanowiłam zostać w łóżku do południa. Może do tego czasu szlag trafi połowę świata i życie będzie o połowę lżejsze? Albo ja wyjdę na ulicę  z magiczną bronią i zacznę naprawiać ludzi? Czarodziejka z księżyca, wyjąca Maggie, postrzelona Lucy…a może po prostu pojebana Lola?  

Czuje wewnętrzną pustkę. Taką bez zapełnienia, bez wyjścia, bez …Nie to miejsce, nie ten świat, nie ta ja. Chciałabym, ale nie mogę chcieć, dlatego gubię poranki, uciekając w kierunku innego świata. Przygnębia mnie rutyna dni, powtarzalność chwil,  sposobność sekund. Przygnębia mnie moje życie. A przecież miało być tak pięknie, miałam żyć, zmienić świat, siebie, wszystkim pokazać. ..

Nie zrobiłam nic.

Podobno, żeby dobrze egzystować, trzeba nauczyć się żyć bez niczego… Bez miłostek, bez cierpienia, bez współczucia, szczęścia i zazdrości. Bez krzywego spojrzenia, bez rozpadających się futryn pod wpływem gniewu, bez moralniaka, kiedy wraca się najebanym i składa na chodniku jak wędkarskie krzesełko. Bez ogarniającej życie pustki, kiedy ciska się łzami o brudne ściany a potem upada w niemym krzyku srając na dywan wulgaryzmami.

Podobno zawsze pierwszy umiera optymizm, a zaraz po nim na kawałki rozpadają się schowane we wszystkich częściach ciała emocje. Podobno czasami jest tak chujowo, że aż śmiesznie, a wtedy tarzam się po podłodze z kubkiem kawy, rozmyślając o wszechświecie.

Bywają dni, w których się umiera. Coś wypala nam wnętrzności, zostawiając życiowe blizny na całe lata. Czuje się rezygnację wchodzącą do oczu i kapiącą po policzku niczym żrące gówno i wiesz już, że przegrałeś swoją walkę, ale nie jesteś pewien czy naprawdę ją zacząłeś. Są takie dni kiedy sufituje się w ciszy, ślini jak po lobotomii, a potem upada z wysokości łóżka w coś co nazywamy zasmuceniem.

I ja się smucę , leżąc w łóżku, mam ten dzień.

p.s Ktoś kiedyś powiedział mi, że skończę z butelką w ręku, masturbując się na cudzym ganku w wielkim mieście, śpiewając ,,Deszcze niespokojne”. Mam jeszcze szanse…autobusy odjeżdżają przecież codziennie!

4 komentarze :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Lola i czarne kalesony…

przez , 21.sty.2016, w Bez kategorii

zima

Tak….

Jest zima, mi jest zimno, stopy zmarznięte, ręce odmrożone, nie żyje…

Do pracy budzi mnie lodołamacz, wstaje więc z myślą jego samobójstwa i nie otwierając okna rzucam w niego kiełbasą! Potem biegnę, robię kupę dopijając drinka i ubieram rajstopy….grube męskie kalesony! Patrzę w lustro i widzę to, co chciałabym nie widzieć, więc zasłaniam ręcznikiem niechciane fragmenty ciała, przekręcając lustro. Bolące sutki ubieram w stanik, a na cipkę zakładam białe stringi, by potem chodzić z gołą dupą, ściągając najpierw kalesony.

Włosy układam na jeżokreta, przewiązując białą wstążką i myje zęby niebieską pastą. Oczy maluje węglem, zakładając niebieskie soczewki-bez potrzeby- i uciekam w kierunku pracy- miejsca, gdzie każą mi pracować dla jakiegoś skurwysyna i wciskać ludziom polityczne bzdury, by potem dostawać marne grosze, za które napełniam sobie lodówkę …alkoholem rzecz jasna.

Dzięki Ci mój wielki wódo0zapewniaczu za regularną pensję za którą nie podtarłabym się dobrze w mojej różowej ubikacji!

Po pracy zakładam minę numer osiem:

-radość – bo wiem, że w domu czeka na mnie schłodzona whiskey,

- empatię- bo dzwonię po znajomych z propozycją urżnięcia się, wiedząc, że i tak dzisiaj napiję się sama!

Po drodze wchodzę do sklepu, posłuchać muzyki , popatrzeć na produkty z przeceny i kupić wafle ryżowe, które codzienne smaruje masłem kakaowym….w ramach nieupływającej diety!

Wracając do domu, widzę kota, który krztusi się lodołamaczową kiełbasą i jego kupę leżącą tuż obok, która patrzy na mnie smętnym wzrokiem. Omijam przeszkodę , nalewam drinka, włączam Chopina i baletowym krokiem zaczynam piruet ze szczotką i kotem. Kupa ląduje w koszu, ja kręcę się na środku pokoju, a w tle wybija rytm zepsuty zegar. Kot Andrzej zrezygnowany kładzie się na sofie, a ja uśmiecham się do siebie! To był udany dzień!

Może jutro znowu założę czarne kalesony….

8 komentarze :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Ku pamięci! Niech żyje Król!

przez , 08.sty.2016, w Bez kategorii

Presley nam się dzisiaj narodził!

To Loli najszczersze wspomnienie!
Chwalmy kogoś, kto był za to odpowiedzialny.
Niech żyje Król!

Cholera, lubię tego skurczybyka! Może przez to,  że całe życie był samotny, może przez jego specyficzny ruch rzęsą, może przez jego dziecięcą twarz, może przez…a może przez to zdanie:

-Chciałbym spotkać prostą dziewczynę, która będzie szczęśliwa, robiąc normalne, codzienne rzeczy. Chciałbym, żeby lubiła filmy, hamburgery, coca-colę i muzykę.
Nie ożenię się, dopóki nie znajdę takiej dziewczyny, nawet gdyby miało to nastąpić, gdy będę miał 30, 40, a nawet 50 lat

A może przez wiele innych!

W każdym razie niech spoczywa w spokoju!
Ku pamięci:

4 komentarze :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Testament potencjalnej świntuchy

przez , 05.sty.2016, w Bez kategorii

sl

Nie lubię ludzi, którzy mają w tyłkach obłęd.

,,Latają” jakby im coś nasrało do nogawki, potrącając mnie przechodnia. Gonią z oczami utkwionymi w chodnik, nie zauważając życia, które przecież gdzie sobie istnieje i spierdala jak piasek z klepsydry, wyczerpując się do końca. Tak czy siak wszyscy toniemy w jednym garze wielkiego gówna nazwanego życiem i tylko od nas zależy czy dzisiaj spłyniemy w kanałach czy też doczekamy jutra…

Lubię adrenalinę śmierci. Mocniej zaciskają się zwieracze, krew pulsuje, a w żołądku zbiera mi się na pawia. Bo co będzie jeśli umrę?  A co ma być do cholery? Nic, życie potoczy się dalej.

Ludzie zawsze zadają sobie to pytanie, jakby sądzili, że są wyjątkowi. Myślą też, że bez nich świat nagle się zatrzyma i nie będzie funkcjonował dalej.  Dziwki przestaną rozkładać nogi, mordercy wbijać noże w kłamliwe serca, a pedofile kraść dzieci z wózków albo uwodzić cukierkami…

Nie! Oprócz kilku smutnych głów, łez wycieranych po kątach w cierpieniu, paru zniczy i bukietu kwiatów nic się nie wydarzy! Jednym śladem po nas na ziemi to tabliczka z datą śmierci i błogosławionym hasłem, które ma nam pomóc  tam, gdzie po śmierci pójdziemy. ..jeśli w ogóle gdzieś!

Nie czekając więc na osmy cud świata, seks bez gumki w raju oraz innych zabezpieczeń, a także wieczne pijaństwo na niebiańskich drzewach, postanowiłam napisać testament. Chcę oddać cipkę.

Do słoika z naftaliną, albo badań, albo publicznego użytku. Chcę coś po sobie zostawić, coś cennego i dla potomnych. Mój największy skarb, niematerialne coś, z czego chcą korzystać wszyscy. W ten prosty sposób stanę się nową bohaterką ojczyzny oraz zapiszę się na kartach współczesnej patologii, udowadniając w jakich czasach przyszło mi żyć oraz jak szerokie są granice mojego szaleństwa…a może też nie ma ich wcale?

Wszak wiadomo, że niejedna cipka świat uśmierciła i nie jedna cipka  też go zbawi! Ot co! Lola Winkelriedem narodu!

9 komentarze :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Singielski świat z wibratorem na dokładkę!

przez , 02.sty.2016, w Bez kategorii

FacetNieidealny_seks-1024x682

Jako 28-lenia singielka wiem, jak powinno wyglądać moje życie,co z niepowtarzalną skutecznością przypominają mi znajomi i rodzina.

W głowie ciągle słyszę bim bam, bim bam mojej mamy, naśladującej mój zegar biologiczny.  Rety, czy jestem aż tak stara?!

Życie kobiety samotnej przynosi wiele ciekawych, zawiłych sytuacji.

Weźmy sytuacje z niedzielnego obiadu i wolne krzesło obok mnie, jakby dla wymuszenia kogoś. Nie wiem czy moi rodzice myśleli, że ktoś nagle się tam pojawi, albo już siedzi w pelerynie niewidce rodem z H. Pottera i  nagle wyskoczy, krzycząc: to ja wasz przyszły zięć! Witam.

Tak…kobieta samotna to teraz to samo co trędowata. Obrzucona spojrzeniami typu: coś z nią jest nie tak, skoro nie potrafi zatrzymać faceta przy sobie… albo pytanie mojej cioci: może ona ukrywa jakąś straszną historię? Oczywiście ciociu, tak naprawdę mam penisa pod sukienką! Powiedziałam ostatnio dosyć głośno, nie zdając sobie sprawy, że powiedziałam, a nie pomyślałam. Moja ciocia zrobiła się purpurowa, a ja miałam wizję jej zawału i mojej winy do końca życia.

*Albo moje koleżanki: zazdrosne nie tylko o swobodę działania, brak obowiązków kuchennych, i pranie swoich majtek i skarpetek, ale coraz częściej o mężów. Widziały gały co brały, i tak sobie wychowały, powtarzam z przekorą i uśmiechem na ustach.
Tak, stwarzam zagrożenie, ale spokojnie tylko dla siebie samej!

*Albo moja sąsiadka, która martwi się, że bez kogoś u boku, któregoś dnia się chyba nie obudzę, bo dzwoni do mnie kilka razy dziennie, z zapytaniem: jak tam mi się żyje?! Owszem, z samotności się umiera, nie sądzę jednak, że tak szybko  a i najpierw wewnętrznie.

* No i w końcu sytuacja z mamą, która przyszła do mnie pod moją nieobecność i w  przypływie matczynych uczuć, wzięła się za porządki.
Próbując opanować mój mieszkaniowy chaos, pod stertą ubrań znalazła 2 wibratory, których nie odłożyła na miejsce- SPECJALNIE-tylko zostawiła na blacie w kuchni! Wprawiła mnie tym w zakłopotanie, usiłując wmówić mi jak nisko upadłam.  Oczywiście według niej, bo ja uważam, ze to super alternatywa!

Nie znoszę struktury rodzinnej, nie potrafiłabym żyć dla gotowania i prania skarpetek. Nie umiałabym wychować dziecka, bo dużo pije…i nie posiadam anielskiej cierpliwości. Często zapominam o jedzeniu, sypiam na fotelu, nie gotuje, chodzę nago po mieszkaniu głośno klnąc. Nieustannie gadam do siebie, maluje ściany lakierem do paznokci w kółka i kwadraty, śpiewam i tańczę nie myśląc o sąsiadach. Zapominam o spuszczaniu wody w ubikacji i sikam pod prysznicem, jadam spalone tosty z kawą z kwaśnym mlekiem i przypalam ubrania żelazkiem.  Sama o siebie nie potrafię zadbać, nie umiałabym też zadbać o innych, a jeśli z jakiejś przyczyny bym musiała, zabiłaby mnie perfekcyjność i ambicja.

Nie zniosłabym niezadowolenia…

13 komentarze :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Emocjonalne tornado z akcentem podziękowawczym

przez , 28.gru.2015, w Bez kategorii

Przed chwilą złożono mi życzenia szczęśliwego Nowego Roku w  telewizji, zrobił to jakiś zidiociały prezenter. Nie lubię, jak mi obcy składa życzenia. Skąd ten kretyn może wiedzieć, do kogo się zwraca? A może mówi do kobiety, która właśnie zakneblowała i powiesiła za nogi pod sufitem swojego męża, a teraz kroi go w kawałki?

Nie mam weny.

Upadłam na rozwaloną myśl z wysokości i zabiłam w niej wszystkie wątki.  Kilogramowo, bez zastanowienia, szybkim splątaniem nieistniejących zdań.
W głowie pustka, stuka, dudni i wylewa się na chodnik. Ektoplazma, taka zielona jak z ,,Pogromców…”  z tym, że nikt nie biega za mną z pojemnikiem na duchy. Szkoda, to byłoby całkiem zabawne.

Po raz setny chyba zastanawiam się czy cieszyć się z tego, że żyje, czy płakać z tego, że kiedyś umrę. Nad wieloma rzeczami się zastanawiam.  Nad  kolorem ubikacji i plamą na suficie  i nad tym jak to możliwe, że ryż stał się zielony?!

Bezproduktywne myśli.

Bo przecież biała ubikacja to dziwny pomysł. Powinna być bardziej w kolorze, tego co tam wpada.
Albo plama na suficie? Skąd się tam wzięła? I czy komuś to przeszkadza?
Mi nie, bo to moja plama. Po walce z naleśnikiem. Przegrałam.
I ten ryż-kameleon, jakbym mało miała problemów…

Wpadłam dzisiaj w ,,emocjonalne tornado”.
Wiadomo przez kogo i dlaczego….hmm a może nie wiadomo, bo przecież o tym nie mówiłam.
Szaleństwo wywołało amnezję, i teraz upaja się widokiem moich zszarganych nerwów.
A ja upijam się na trzeźwo herbatą z wódką i pomarańczowym.
Z cytryną. I miodem.

I wspomnieniami o…

p.s  przesyłam podziękowania wszystkim czytającym, częstując ich śledziem
w sosie z whisky. Bądźcie śledzącymi mnie oczami, również w 2016 roku.

8 komentarze :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Bo Mikołaj jednak istnieje, czyli myśl upadkowo-podłogowa

przez , 23.gru.2015, w Bez kategorii

Od kilku dni bezsenność nie pozwala Loli zmrużyć oka.

Znowu wędruje cichą nocą, po mokrym asfalcie w bieliźnie, potrącając przechodniów.
Wędruje pod monopolowy i wraca z magicznym płynem na wszystkie troski. Tak, tej nocy Lola zamierza spać. W nocnym marszu gubi cząstkę ludzkości, żeby upodlić się w martwej ciszy czterech ścian.
Siedząc po turecku na podłodze nieznośnie łka i prowadzi długi dialog z samą sobą. Gada nieustannie gada do siebie.
Na ulicach martwa cisza. Słychać nawoływanie dziwek, krzyki pijaków spod sklepu a Syriusz już dawno skończył nocną robotę. Gdzieś przemyka czarny kot, powoli gasną światła miasta. W śmietnikach głowy ludzi, idą święta.
Lola ubierze choinkę i zostawi talerz dla nieznajomego. Jak zawsze, jak co roku, tylko nieznajomy jakoś nigdy się nie pojawia.
Potem popatrzy w okna ludzi siadających do wigilii i sama sobie wręczy prezent z wymownym uśmiechem.
Lola już dawno nie wierzy w świętego Mikołaja i mówiąc to zawsze wrzuca list do skrzynki.
Prosi, jak co roku o kogoś bezinteresownego.
A chwilę potem bezinteresownie pojawia się Johny Walker, z którym Lola utrzymuje ożywione kontakty.
Mikołaj jednak istnieje-myśli sobie, gdy zasypia z głową na podłodze.

5 komentarze :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Świąteczne pitu-pitu, czyli śnieżynka dziwka, Mikołaj z czekolady i Lola z winylem pod pachą!

przez , 20.gru.2015, w Bez kategorii

Święta….taaaak jaki to piękny okres!

- pomyślałam patrząc na biegających ludzi obładowanych zakupami, zmęczonych świąteczną krzątaniną, gotowaniem, prezentami i całą tą aferą świąteczną.

To taki magiczny czas-analizowałam.
Spędzany przeważnie w kuchni, przy stercie naczyń między pierogami a rybą. By potem
z ambiwalentną miną, rozpakować kolejny nieudany prezent  i oddać przy pierwszej lepszej okazji.
To czas pojednania i… pojedynków o najlepiej przystrojony balkon, drzwi, okna i wycieraczkę z Mikołajem.

Wszędzie kolorowo, ,,migota” i świeci.
Mikołaj w markecie uśmiecha się do mnie spod okularów i czuć od niego wódką, a śnieżynka zawodowo kręci
pupą, jak tania dziwka z nocnego klubu.
Na półkach pusto, świat teraz w promocji, a w sklepach niebotyczne kolejki za łańcuchem na choinkę.

Patrzę na skwaszone miny ludzi zaglądających do portfela-
cóż święta są raz w roku- tłumaczą sobie po cichu, jakby nie było Wielkanocy.
Jak co roku przechodzę koło karpia, zatrzymuje się i rozmawiam z nim współczująco. Potem urządzam happening pod hasłem: Uwolnić KARPIA i krzyczę głośno ściskając usta.

Doradzam jakiemuś Panu, w kwestii biżuterii dla żony, proponując mu stroik pielęgniarki. Widzę, że chciałby-ale żona-więc wybieramy łańcuszek, po czym on płaci, a ja wychodzę.

Omijam wycieczki wrzeszczących dzieci, których omamił świat reklamy i klocki lego z Barbie syrenką.
Maszeruje w za dużej czapce, śmiejąc się do siebie i gryząc w głowę czekoladowego Mikołaja.
Z winylem Led Zeppelin pod pachą idę w kierunku mojego świata!

Zostaw komentarz :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Rzecz o niczym

przez , 25.lis.2015, w Bez kategorii

1448451058094

Od czego by tu…

Wczoraj Lola dzwoniła domofonem…nie, nie do siebie, do ludzi.  Zupełnie obcych,  znajomych i tych, których mija na ulicy, nie patrząc im w oczy, bo właściwie po co?

Po głosie próbowała wyobrazić sobie ich twarze, charakter, sposób ubierania, życie…niektórzy denerwowali się próbując dociec, kto zakłóca ich spokój, inni ze smutkiem w głosie odkładali słuchawkę, jakby na kogoś czekali. Jeszcze inni z zaciekawieniem powtarzali pytania w nieskończoność…może w obawie przed jakąś psychopatką, nękająca ich rodzinę, albo zawistną kochanką, albo zaginioną córką, albo…

Lola była uśmiechnięta, trochę uciekała, trochę się dobrze bawiła i notowała. Zapisywała miejsca, gdzie zadzwoni ponownie, by usłyszeć głos, warty jej zachodu…bo przecież on nic do jej życia nie wniesie. Nigdy nie pozna właściciela, nie spojrzy mu w oczy, nie poczuje czegoś niezidentyfikowanego. Nie zacznie drżeć jej powieka…

Otwierając  wódkę , razem z Chaka Khan pomyślała:

Jest taki etap w życiu, że nie potrzebujemy ludzi, którzy  rodzą emocje. Człowiek ma wpływ na nasze życie, wtedy kiedy się na to godzimy. Lola szuka ludzi ,,nic nieznaczących” dla samej siebie. Takich na chwile z tendencją do przewijania. Takich z domofonu, pustych głosów, do których nie da się przyzwyczaić, bo przecież nie mówią nic istotnego….

 

 

 

 

1 komentarz :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...